Zatapiam się w otoczeniu i przestaje je czuć. Jest tak jak ja jestem. Tak jak jesteś Ty i Ona. On skądinąd wie jak to się stało, a ona żyje w nieświadomości. Będzie mieć dwójkę dzieci i zostanie szanowaną nauczycielką.
Zatapiam się i nie ma już dotyku, smaku, zapachu. Nie ma kwiatów, światła, ciemności. Jest jedność która z niczym się nie łączy. To jak wiara w Boga, wiesz? Tylko Bóg cię uszczęśliwia. Zamykasz oczy i mówisz, a on niby słucha, niby nie. Ale jest ci lepiej. Tutaj nie mogę zamknąć oczu. Wtedy jest ciemno, tak ciemno jak jest naprawdę. Więc staram się ich nie zamykać bo boję się tego. I tych krzyków w śnie też się boję. Być może jestem całkiem strachliwym stworzeniem? Choć skok z mostu nie jest wyzwaniem. Jest po prostu skokiem, nie ważne czy do wody czy na beton. I tak nie umiem pływać. Ale jestem ciekawy co będzie dalej.
Wyobraź sobie intensywne światło, tak intensywne, że rozrywa wszystko od środka. Prawie jak eksplozja, tylko trwa w nieskończoność. Mam takie światło w środku, w żołądku, w płucach, w mózgu. Za każdym razem jak chce je ugasić - świeci mocniej. To nie jest światło które daje nadzieję, to raczej coś w rodzaju ciernia. Delikatnie drapie. I wtedy przychodzi strach. I nerwy. Valeriana czy melisa nie pomagają. Pozwalają zasnąć, mimo, że budzić się nie chcę. Bo po co się budzić skoro wciąż jestem tym samym?
-
jakub?:
-
Raph of Neternalz:
Pokaż wszystkie (2) ›